15 rzeczy do zrobienia w Lizbonie

Lizbona – kolorowa, różnorodna, intrygująca, nieszablonowa, tętniąca życiem, zachwycająca na każdym kroku, pełna kulturowych i historycznych perełek. Odkrywanie jej zakamarków to przyjemność i nie lada wyzwanie. Nawigacja Google zawodzi kiedy musisz przedzierać się przez wąskie schodki między budynkami, a upał daje się we znaki. Jednak każde spojrzenie na romantyczne zakamarki cieszy, a każda chwila oddechu przy stoliku w jednym z punktów widokowych wynagradza trudy wędrowania po tym mieście.

Jeśli jesteście ciekawi, co zachwyciło mnie najbardziej, co warto odwiedzić oraz czego doświadczyć w Lizbonie to przeczytajcie ten wpis. Nie wspominam tu o wielu typowych zabytkach, bo chciałam skupić się na tym, co utkwiło mi w pamięci i z czym sama będę kojarzyć Lizbonę.

Oto moje subiektywne top 15

1. Przejażdżka słynnym tramwajem 28

Lizbonę większość osób kojarzy właśnie z żółtym, zabytkowym tramwajem. Trudno szukać podobnych maszyn nadal kursujących w innych miastach, a ten jeszcze nie trafił do muzeum, co więcej jest codziennym środkiem transportu dla mieszkańców. Kursuje bardzo często, nawet kilka razy na godzinę, a jego trasa przebiega przez popularne dzielnice takie jak Baixa czy najstarsza Alfama. Podczas szalonej przejażdżki całą trasą tramwaju 28 zobaczyłam wiele zabytków Lizbony. A dlaczego nazywam przejażdżkę szaloną? Tramwaj nabiera szalonego tempa jak na lizbońskie warunki drogowe, czyli hiper wąskie dróżki, mega strome podjazdy i ostre zakręty. Ta podróż to była prawdziwa przygoda i przedsmak lizbońskiego życia. Tory skrzypią, maszyna robi ogromny hałas, który na szczęście z daleka ostrzega przechodniów przechadzających się wąskimi uliczkami, a czasami jakiś samochód blokuje drogę – niezapomniane przeżycia!

2. Pływanie w oceanie na plaży w Cascais

Nie mogłam odmówić sobie pierwszej w życiu kąpieli w oceanie, chociaż woda była zadziwiająco lodowata mimo wysokich temperatur powietrza! Cascais, znajdujące się nad lizbońskim wybrzeżem to must-visit właśnie ze względu na liczne plaże i luksusowe kurorty. My cieszyliśmy się oczywiście tylko urokami tych pierwszych, ale spacerując centrum zdecydowanie dało się odczuć ekskluzywną atmosferę i styl tego miasteczka.

3. Podziwianie Klasztoru Hieronimitów w Belem

Zdecydowanie warto było wybrać się na wycieczkę do podmiejskiej dzielnicy Lizbony – Belem. Odkrywanie części Lizbony tak mocno związanej z odkryciami geograficznymi rozpoczęliśmy od zobaczenia Klasztoru Hieronimitów, który właśnie dzięki nim powstał. Został wybudowany po tym jak dzięki odkryciu Indii rozwinął się handel z ludnością Azji. Klasztor naprawdę robi wrażenie, bo takie było założenie – miał pokazywać potęgę. Połączenie stylu gotyckiego i romańskiego, zawsze jest w stanie mnie zauroczyć, tym bardziej w tak pięknej wersji wapiennej. Weszliśmy tylko do bardzo klimatycznego kościoła, w którym pochowany jest m.in Vasco da Gama. Dodatkowo można jednak wejść do klasztoru i podziwiać krużganki.

4. Zachwycanie się widokami z Pomnika Odkrywców w Belem

Również w Belem znajduje się jeden z symboli Lizbony upamiętniający XV- i XVI-wieczne odkrycia geograficzne dokonane m.in przez Henryka Żeglarza, Vasco da Gamę i Magellana. Pomnik zwany po portugalsku Padrão dos Descobrimentos zachwyca oryginalnym kształtem na wzór żaglowca, a jego położenie nad rzeką, skąd ruszali odkrywcy, tylko dodaje mu uroku. Na jeszcze lepsze widoki można liczyć wjeżdżając na górę. Warto zobaczyć stamtąd panoramę Belem z Klasztorem Hieronimitów na czele, ale także Wieżę Belem, Most 25 Kwietnia, przypominający most Golden Gate w San Francisco czy różę wiatrów, w której środku znajduje się mapa świata z zaznaczonymi trasami rejsów portugalskich żeglarzy.

5. Spróbowanie tradycyjnych Pastel de Nata

Pastel de nata to słodki symbol Portugalii. Powstały we wspomnianym już Klasztorze Hieronimitów w Belem. Oszczędni mnisi piekli ciasta z żółtek, aby wykorzystać pozostałości jajek po krochmaleniu habitów białkiem. Tak zrodził się przepis na kruche mini tarty z kremem budyniowo-jajecznym i karmelizowanym wierzchem. Pastel de nata można spotkać na każdym kroku, jednak jak sama się przekonałam najlepsze były te ze słynnej Pastel de Belem znajdującej się niedaleko klasztoru w Belem. To miejsce mogę polecić także ze względu na inne słodycze, których udało nam się spróbować. Zjedliśmy najlepszego eklera z kremem czekoladowym i tradycyjnego portugalskiego pączka z kremem advocatowym. To były najlepsze słodkie doznania podczas tego wyjazdu!

6. Spacer do klifów Boca do Inferno

Korzystając z uroków oceanu na plażach Cascais warto również wybrać się na spacer wybrzeżem i podziwiać piękne klify i formacje skalne. Po ok. 40 minutach spaceru z centrum Cascais dotarliśmy do słynnych Ust Piekieł, czyli po portugalsku Boca do Inferno. To nic innego jak jaskinia wyrzeźbiona przez wody oceanu, która wygląda naprawdę zjawiskowo kiedy fale z hukiem rozbijają się o ściany tworzące łuk nad szczeliną. Podobno zimą kiedy gwałtowne sztormy atlantyckie docierają w to miejsce tworząc ogromny huk i szum pod łukiem łatwiej zrozumieć właściwe pochodzenie tej nazwy. Jak wspomniałam Boca do Inferno to tylko jeden charakterystyczny punkt widokowy, w którym spotkaliśmy sporo turystów, jednak po drodze łatwo można znaleźć równie urokliwe widoki na klify czy malownicze skalne plaże. Ten typowy krajobraz na zawsze będę kojarzyła właśnie z portugalskim wybrzeżem.

7. Wycieczka do Sintry

Uwielbiam oglądać ciekawe zamki i pałace, dlatego wycieczka do Sintry także znalazła się w naszym planie podróży. Co więcej, Sintra położona jest w leśnych wąwozach otoczonych górami – są więc niezwykłe pałace, ogrody i górska wyprawa w jednym. Tym bardziej, że pech chciał, że w dniu naszego przyjazdu nie mogły tam kursować żadne autobusy i taksówki. Byliśmy, więc skazani na pieszą wędrówkę pod górę w najbardziej upalny dzień naszego pobytu. Daliśmy radę i uważam, że było warto! Naszym celem był kolorowy, fikuśny i wręcz bajkowo nieprawdopodobny Palacio da Pena (Pałac Skalny). Spacer tam zajął nam prawie 2h, ale to chyba naprawdę najbardziej oryginalny pałac w jakim byłam. Drugim pięknym miejscem, któremu przyjrzeliśmy się z bliska był Quinta da Regaleira, w którego skład wchodzą m.in podziemne tunele, groty, liczne wieże czy wodospad. W Sintrze jest jeszcze więcej pięknych zabudowań jak Zamek Maurów czy Pałac Narodowy, a cały kompleks wpisany jest na listę UNESCO i przewija się w rankingach na najbardziej bajkowe miasto Europy.

8. Odpoczynek na jednym z punktów widokowych

Nie da się ukryć, że w Lizbonie znacznie częściej niż w innych miastach musieliśmy zwalniać tempo. Winny był nie tylko upał, ale także specyficzne ukształtowanie terenu. Momentami czuliśmy się jak w górach, bo ciągle gdzieś się wspinaliśmy, aby potem schodzić stromymi uliczkami lub schodami w dół. Na szczęście w przepięknym lizbońskim otoczeniu i południowej atmosferze nie trudno trafić do stolików w jednym z punktów widokowych. Zimne piwo w takich chwilach smakowało doskonale, czasem delektowaliśmy się cydrem lub zimną colą, ale raz trafiliśmy na pyszną pinacoladę podaną w ananasie. Czuję się wdzięczna za ten tropikalny klimat i wszelkie wzniesienia, bo to zmusiło nas do zwiedzania Lizbony niespiesznie i dało czas na docenienie i pięknych widoków i tych chwil odpoczynku na delektowanie się nimi.

Najpiękniej było na Miradouro das Portas do Sol (widok na Alfamę), Miradouro de Santa Luzia (widok na rzekę, dachy Alfamy i kwitnące bugenwille) i Miradouro de São Pedro de Alcântara (widok na centralne i najpiękniejsze dzielnice Lizbony).

9. Zachwyt na kolorowymi zabudowaniami

Po pierwszej godzinie spędzonej w Lizbonie uderzyło mnie w jak kolorowym miejscu się znaleźliśmy. Wydaje mi się, że najwięcej było żółtych i niebieskich zabudowań, a do tego niezliczone ilości pięknych drzwi we wszystkich barwach!

10. Wycieczka promem na drugi brzeg rzeki

Lizbona jest miastem świetnie skomunikowanym, a jednym ze środków transportu z jakich ochoczo korzystają mieszkańcy jest prom. Dzięki niemu mogą przemieszczać się do Lizbony z miast znajdujących się po drugiej stronie rzeki Tag. My przepłynęliśmy promem z Cais do Sodre do Cacilhas, a później będąc po drugiej stronie jak zahipnotyzowani podziwialiśmy krążące promy i Lizbonę z drugiej strony. Sama podróż przebiegała niezwykle sprawnie i przyjemnie.

11. Podziwianie sposobów na przemieszczanie się po wzgórzach w mieście

Wspominałam już o specyficznym ukształtowaniu terenu w Lizbonie, które zmusza do ciągłych wspinaczek w górę i w dół nawet jeśli idziemy do jakiegoś miejsca „tuż za rogiem”. Lizbończycy mają jednak na to mnóstwo sposobów. Do naszego mieszkanka prowadziły ruchome schody, najdłuższe jakie kiedykolwiek widziałam. Niektóre z takich udogodnień stanowią jednocześnie sporą atrakcję turystyczną. Jedną z nich są cztery windy dostępne na terenie miasta, w tym najsłynniejsza Elevador de Santa Justa, która stanowi 45-metrową konstrukcję wykonaną w stylu neogotyckim. Można się w niej dopatrzeć podobieństw do Wieży Eiflla, ponieważ projektował uczeń Gustawa Eiffla.

Jeszcze bardziej charakterystyczne dla miasta są kolejki linowo-szynowe zwane bica. Tam gdzie jest naprawdę stromo, pełnią funkcję wind w formie tramwaju, który kursuje tylko góra-dół.

12. Rozsmakowywanie się w portugalskich pączkach

Portugalczycy uwielbiają słodycze, a w tym wszelkie drożdżowe wypieki. Muszę przyznać, że ja rozsmakowałam się w ich tradycyjnych pączkach zwanych Bola de Berlim. Mają one bardzo dużo kremowego nadzienia i przede wszystkim tym różnią się od dużo uboższych w nadzienie pączków, które mamy u Nas w Polsce. Pierwszego pączka, który mnie przekonał do tej receptury zjadłam w genialnym Pastel de Belem. Później próbowałam jeszcze pączka z sieciowej piekarni – A Padaria Portuguesa, a na końcu pączka z nadzieniem o smaku wina porto w Nataria Nacional, gdzie znajdziecie dużo więcej ciekawych smaków nadzienia i innych słodkości. Pod koniec skusiliśmy się także na słynne Pao de Deo czyli drożdżówkę z kokosowym budyniem i kruszonką i to też była pyszność nad pysznościami!

13. Kolacja na Time Out

Time Out to ogromna hala gastronomiczna, która mieszkańcom Warszawy może odrobinę przypominać Halę Koszyki. Co ważne, można zjeść tutaj tradycyjne dania kuchni portugalskiej, a także zaopatrzyć się w tradycyjne sery czy wina. Niewątpliwym plusem jest ogromny wybór różnorodnych dań w jednym miejscu, idąc tam w kilka osób każdy będzie zadowolony. Jednak moje doświadczenia z tym miejscem nie są zbyt szczęśliwe. Niemal od początku zaplanowałam sobie, że zamówię tam ośmiornicę, ale kiedy zobaczyłam ją na moim talerzu to ledwo byłam w stanie przełknąć kęs mojego dania. Osobiście polecam więc próbować dania z dorszem, z którego portugalska kuchnia słynie albo tak jak my innego dnia zamówić klasyczne burgery lub pizzę. W każdym razie opcji jest wiele!

14. Lizbona nocą

Warto zobaczyć także nocną odsłonę miasta. Wszystkie place, pomniki i wybrzeże są pięknie oświetlone, a ja zostałam fanką gałek ocznych wiszących na drzewach. Wieczornym spacerom często towarzyszyła muzyka z mijanych knajp, a powietrze było dużo bardziej znośne!

15. Zaplanowanie powrotu w przyszłości

I nie chodzi tylko o to, że jeszcze tyle zostało do odkrycia, raczej o to, że to miasto uzależnia energią, różnorodnością, która i tak daje efekt pewnej spójności. Portugalia naprawdę okazała się być dużo ciekawsza niż podejrzewałam, a Lizbona w szczególności ma bardzo dużo do zaoferowania. Następnym razem zdecydowanie więcej czasu chciałabym spędzić wygrzewając się nad oceanem, dotrzeć do najbardziej wysuniętego na wschód punktu w Europie – Cabo da Roca, zobaczyć Pink Street, odwiedzić oceanarium, wejść na Most 25 kwietnia, pójść na wieczór muzyki Fado i spróbować jeszcze wielu portugalskich pączków :).